poniedziałek, 16 marca 2009

::: Edyta i San Francisco :::

Wg eFakt.pl Edyta kupiła apartament w San Francisco gdyż zamierza kolejny raz przypuścić atak na światowe listy przebojów. Z informacji Faktu wynika, że Edyta i jej mąż Dariusz Krupa (33 l.) ostatnio odświeżyli sporo swoich zagranicznych kontaktów w świecie producentów muzycznych. Podobno wielkie nazwiska z branży wciąż wierzą w umiejętności naszej piosenkarki i nie wykluczają współpracy z nią. – Szykuje się fajna rzecz, poważni producenci nadal widzą w niej potencjał i chcą z nią coś zrobić. To jest naprawdę duża sprawa – powiedział nam Darek Krupa.

W czerwcu zamierza na kilka miesięcy wyjechać do Stanów z mężem i synem Allanem (5 l.), a na miejscu przygotowała sobie sporo zajęć, takich jak lekcje śpiewu z najlepszymi miejscowymi fachowcami.

Jeśli to prawda, życzymy powodzenia!



--------dementi-----

Prasa plotkarska rozpisywała się o tym, że już niebawem Edyta Górniak ruszy na podbój Stanów Zjednoczonych.Plejada.pl postanwiła potwierdzić te informacje u źródła, czyli u samego męża wokalistki - Darka Krupy.Nic mi o tym nie wiadomo - odpowiedział zdziwiony Dariusz Krupa.Prawdą jest, że kupiliśmy apartament w San Francisco, ale Edyta nie planuje robić tam kariery - mówił zdziwiony mąż.
Edyta wbrew temu co podaje prasa plotkarska nie zamierza robić kariery w Stanach Zjednoczonych. Dariusz Krupa nie zaprzecza, że wciąż oboje mają dobry kontakt z producentami, z którymi dotychczas współpracowała Górniak. Natomiast zarówno on jak i wokalistka póki co nie planują żadnej współpracy.

/plejada.pl/

piątek, 13 marca 2009

Edyta Górniak: "Wierzę w przeznaczenie"


Zadebiutowała 20 lat temu w Opolu. Już wtedy nikt nie miał wątpliwości, że Edyta Górniak będzie gwiazdą. Dziś jest także spełnioną żoną i matką. A muzyka? W tej sprawie artystka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa!

Szare bolerko, pomarańczowy golf, botki na wysokim obcasie, delikatny makijaż... Gdy spotykamy się na lunchu w popularnej restauracji na warszawskim Mokotowie, Edyta Górniak zwierza się, że ma za sobą kilka nieprzespanych nocy. Mimo to nie wygląda na zmęczoną (ach, te kobiece sztuczki). Często się uśmiecha, nawet gdy porusza trudne tematy. W tym roku mija 20 lat od jej scenicznego debiutu. Od tego czasu przeżyła niejedną życiową zawieruchę. Jak twierdzi, pomogło jej to dojrzeć – artystycznie i życiowo. Nabrała dystansu do siebie, zmieniła życiowe priorytety... Teraz nie dba już (za bardzo) o diamentowe płyty. Najważniejsze w jej życiu jest bycie mamą i żoną.

– Jaka jest Edyta Górniak po tylu latach na scenie?
Edyta Górniak:
Nie potrafię ocenić tego sama. Moi fani twierdzą, że jestem taka jak moje piosenki. Traktuję to jak wielki komplement.

– O ostatnim krążku „E.K.G.” krytycy pisali, że to Twoja najbardziej dojrzała emocjonalnie płyta. Rozumiem więc, że i Ty dojrzałaś?
Edyta Górniak:
Każda moja płyta zawsze jest podsumowaniem jakiegoś etapu mojego życia i rozwoju emocjonalno-artystycznego. Pod koniec lutego chcę wejść do studia i zmierzyć się z nowym materiałem. Zobaczymy, co urodzi się tym razem…

– Na „E.K.G.” po raz pierwszy sama napisałaś teksty. Czy w ten sposób chciałaś się bardziej otworzyć przed publicznością?
Edyta Górniak:
Zawsze pielęgnowałam swoje relacje z fanami i chciałam dawać im jak najwięcej siebie. Nigdy nie planowałam jednak, że będę pisać teksty. Kiedy wsłuchiwałam się w piosenki Edyty Bartosiewicz, Anity Lipnickiej czy Kayah, ich talent zawsze mnie onieśmielał. Gdy zaczynałam pracę nad „E.K.G.”, planowałam spotkać się z Jackiem Cyganem. Zapisywałam dla niego sugestie i myśli, które po prostu złożyły się w całość. Swoją drogą Darek jako mój producent muzyczny systematycznie namawiał mnie do pisania tekstów – może więc zrobiłam to po prostu pod presją (śmiech).

– Skąd czerpiesz inspirację?
Edyta Górniak:
Główną inspiracją są dla mnie uczucia i przeżycia innych ludzi. Muzyka ma tę moc, że potrafi „fotografować” emocje, zapachy, kolory. Potrafi też przywołać wspomnienia. Mam świadomość tej siły, dlatego tak długo wszystko przygotowuję. Dobrej płyty nie da się zrobić w miesiąc czy dwa. Dla mnie to złożony proces. Moi przyjaciele i współpracownicy wiedzą, że kiedy coś tworzę, staję się... mniej towarzyska. Po prostu zamykam się w swoim świecie. A żeby tam dotrzeć, muszę się odizolować od świata. Nie lubię, kiedy coś nie udaje mi się od razu. Jestem niecierpliwa. Zdarza mi się boksować ze swoimi słabościami. Potrafię być dla samej siebie okropna.

– Jesteś optymistką czy z góry zakładasz, że coś się nie uda?
Edyta Górniak:
Dzisiaj zdecydowanie jestem realistką. Najbardziej lubię sytuacje, kiedy wszyscy wokół przekonują mnie, że coś się nie uda, a ja podwijam rękawy i udowadniam, że się mylą. Teraz mam mniej szans na takie „wykazanie się”. Od momentu pojawienia się Allana mój czas na pracę skurczył się do tego stopnia, że jestem w stanie rocznie zrealizować zaledwie jedną trzecią zawodowych propozycji. Z drugiej strony, wyznaję zasadę, że wszystko jest kwestią dobrej organizacji i pewnie mogłabym robić więcej, ale dość szybko się rozpraszam.

– Słyszałem jednak, że mamą jesteś zorganizowaną i konsekwentną...
Edyta Górniak:
Masz złe źródła informacji (śmiech). Staram się, ale niestety różnie to bywa… Obiecuję sobie na przykład, że nie kupię kolejnych klocków lego. Kiedy jednak wchodzimy do sklepu, Allan patrzy na mnie tymi swoimi wielkimi niebieskimi oczami, kokietuje mnie dwa razy dłuższymi rzęsami niż moje i mówi: „Mamo, tak bardzo, bardzo, bardzo proszę. Już zawsze będę sprzątał wszystkie klocki, obiecuję. Tylko chciałbym mieć ten jeden zestaw, bo tego właśnie nie mam”. No i co? I mama się łamie. Darek jest bardziej konsekwentny i utrzymuje większą dyscyplinę w domu. Tak chyba powinno być. Mama jest od przytulania, a tata od wychowania.

– Przeciwstawiasz się czasem Darkowi w sprawach wychowania syna?
Edyta Górniak:
Nigdy w obecności Allana. Jeśli Darek zadecyduje, że mały musi ponieść konsekwencje, nigdy nie mówię, że ja sądzę inaczej, nawet jeśli czasem mam odmienne zdanie. Decyzja taty musi w nim budzić respekt. Nie chcę też, aby w takich sytuacjach biegł do mnie i chował się pod swetrem. Uważam, że dzieci muszą jak najwcześniej mieć wytyczone granice. Jeżeli z miłości pozwolimy im na wszystko, w przyszłości obróci się to przeciwko nam. Na szczęście mądrości użyczają nam dziadkowie i rodzice. No i, o dziwo, wszystkie metody Superniani też się sprawdzają (śmiech).

– Allan wychowuje się w rodzinie artystycznej. Myślisz, że będzie to miało wpływ na jego przyszłość?
Edyta Górniak:
Trudno wyrokować. Kiedy Allan się urodził, wszyscy dookoła mówili: „Pamiętajcie, że dziecko musi mieć rutynę”. Wzięłam to sobie do serca i dlatego za każdym razem, kiedy wyjeżdżaliśmy na koncert, a on zostawał u dziadków, stresowałam się. Po pewnym czasie wytłumaczyłam sobie jednak, że przecież Allan urodził się w rodzinie artystycznej. W naszym życiu nigdy nie będzie rutyny. Poza tym zawsze zostaje z kimś, kto go kocha. Przyzwyczaił się do podróżowania tak bardzo, że sam pyta czasem: „Mama, kiedy masz koncert, bo chciałem jechać do babci Wiechy”. Nudzi się, gdy jest zbyt długo w jednym miejscu.

– Czyli jednak tryb życia Twój i Darka kształtuje jego osobowość…
Edyta Górniak:
Na pewno. Choćby dlatego, że nie wychowuje się tylko z nami, rozwija się szybciej. Jedna babcia uczy go wierszyków, druga – modlitw. Dziadek uczy go łowić ryby i rozpoznawać grzyby, a ciocia pokazuje mu gry komputerowe. Dużo z nim rozmawiamy. Jak na niespełna pięciolatka Allan ma bardzo duży zasób słów. Często zaskakuje nas, pytając na przykład: „Tata, a jaki kolor ma dusza?” albo „Mama, jak narysować prąd?”.

– Co odpowiadasz?
Edyta Górniak:
Jeśli czegoś nie wiem, przyznaję się do tego. I proponuję: „Zapytaj dziadka, on na pewno będzie wiedział”.

– Na jakiego człowieka chciałabyś go wychować?
Edyta Górniak:
Chciałabym, aby był wartościowym człowiekiem. Żeby był lubiany, szanowany, miał poczucie humoru po swoim tacie. Żeby umiał sobie radzić ze stresem i był przedsiębiorczy w życiowych działaniach.

– Allan pojawił się z miłości do Darka i pewności, że to ten jedyny?
Edyta Górniak:
Życie nie pozwala być do końca pewnym uczuć drugiego człowieka. Dopiero kolejne doświadczenia ostatecznie udowadniają, czy ludzie są sobie przeznaczeni. Poznaliśmy się z Darkiem przypadkowo, w Stanach. Nie planowałam wtedy związku. Nie chciałam nawet wracać do kraju, przygotowywałam się do przeprowadzki do San Francisco. Jednak każda wizyta w Polsce zbliżała nas z Darkiem do siebie, aż w końcu podjęłam decyzję, że zostaję z nim tutaj.

– Kto bardziej walczył o ten związek? Ty czy Darek?
Edyta Górniak:
Darek. On walczył o mnie, a ja… z nim. W tamtym okresie czułam, że nie jestem w stanie przeżyć kolejnego rozczarowania, wydawało mi się, że mój limit cierpliwości do budowania jakichkolwiek relacji po prostu już się wyczerpał.

– A jaki jest Wasz związek po pięciu latach?
Edyta Górniak:
Myślę, że bardzo mocny. Mamy świadomość tego, co udało nam się wspólnymi siłami zbudować, i tego, co możemy stracić. Dostałam od Darka w prezencie poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Darek wie, jaki jest mój tryb życia, bo jego życie toczy się podobnym, zna moje przyzwyczajenia i umie je uszanować, a kiedy trzeba, potrafi się dystansować, przejść do porządku dziennego nad moimi kaprysami. No i mam do niego stuprocentowe zaufanie! To podstawa, zresztą nie tylko w miłości, ale również w przyjaźni.

– W show-biznesie niezwykle trudno komuś zaufać. Przyjaźnisz się z ludźmi z tzw. branży?
Edyta Górniak:
Znam kilka serdecznych osób, ale najdłuższe i najcieplejsze relacje mam z Justyną Steczkowską. W jej przypadku nigdy nie boję się, że coś, co jej powiedziałam, wypłynie dalej. To bardzo inteligentna, rodzinna i dyskretna osoba.

– Wytrychem do kolejnego pytania będzie więc tytuł ostatniej piosenki Justyny „Daj mi chwilę…”. Co robisz, kiedy masz ową chwilę tylko dla siebie? Nie musisz być ani artystką, ani mamą…
Edyta Górniak:
Myję zęby i idę spać (śmiech). Serio. Staram się radzić sobie ze wszystkim sama, bo nie mamy niani, dlatego największym rarytasem jest dla mnie możliwość wyspania się. Najszybciej regeneruje mnie również cisza i obcowanie z przyrodą.

– Jaka jest Edyta Górniak w te dni, kiedy nie musi stawać przed mikrofonem, pozować fotografom, oceniać w „Jak Oni śpiewają”…?
Edyta Górniak:
Wtedy szpilki zamieniam na tenisówki lub kapcie. Jestem dresiarą generalnie (śmiech). Tak więc dresik, kocyk i „barchanki”. Wstaję o 7.30 razem z Allankiem, piję kawę. Robię śniadanie, oglądamy bajki, malujemy, uczymy się angielskiego. Staram się żyć w naturalny sposób. To, co dla innych ludzi w życiu codziennym może być monotonne, dla mnie jest… ekskluzywne. Kiedy mogę związać włosy w kucyk, nie wychodzić z piżamy przez cały dzień, zaplanować, co zrobimy na obiad, włączyć zaległe pranie – czuję się szczęśliwa.

– Czego życzysz sobie na 20-lecie pracy?
Edyta Górniak:
Aby moja praca nadal zostawiała ślad w ludzkich sercach. I aby prawdziwi artyści w Polsce i na świecie doprowadzili do rozpadu tego „plastiku”, który nas otacza. To tyle życzeń artystycznych, reszta to już zwykłe pragnienia mamy. Chciałabym, aby Allan nie rozbijał sobie głowy i nie nabijał tylu siniaków.

– Czy w tych zwykłych pragnieniach jest również miejsce na drugie dziecko?
Edyta Górniak:
Chciałabym, aby Allan dla poczucia bezpieczeństwa i dobrego rozwoju miał rodzeństwo. Zdecydowaliśmy jednak z Darkiem, że nie będziemy tego planować. Niech się zdarzy tak, jak zechce los. Ustaliliśmy za to, że przy drugim dziecku wycofam się z życia zawodowego. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że mam w domu dwójkę małych dzieci i nagle muszę się spakować i jechać w trasę koncertową. Wychowanie Allana było dla mnie tak absorbujące, że dopiero po dwóch latach zaczęłam wychodzić do ludzi. A moja wrażliwość na sztukę i chęć zajmowania się sprawami zawodowymi spały wtedy kamiennym snem. Byłam skupiona tylko na małym, na prowadzeniu domu i na tym, co zrobić dla Allana, a nie dla siebie. Nie potrafię sobie nawet teraz wyobrazić, żeby cokolwiek było wtedy ważniejsze niż moja rodzina.

– A muzyka...?
Edyta Górniak: Hm… Mam nadzieję, że nagram jeszcze chociaż jedną płytę. Raczej nie zamierzam bić rekordu Elvisa Presleya. Mam jednak przeczucie, że moja historia jeszcze się nie kończy. Będę chciała świętować ten jubileusz niekoniecznie w sposób spektakularny, ale być może bardziej kameralny. Może na chwilę wrócę do teatru? Bo 20 lat temu tam właśnie wystąpiłam przed swoją pierwszą widownią.

Paweł Płaczek / Party

poniedziałek, 23 lutego 2009

::: Edyta promuje Radio Zet :::


Górniak i Kupicha promują Radio Zet

W poniedziałek, 23 lutego 2009 roku, rusza nowa kampania reklamowa "Radio Zet - Siła Muzyki". Twarzami tegorocznej kampanii są ulubieńcy milionów Polaków - Edyta Górniak i Piotr Kupicha z zespołu Feel.

Radio Zet konsekwentnie wiąże swój wizerunek z popularnymi osobowościami polskiego i światowego show businessu.

W najnowszej kampanii Radia Zet, w dwóch 15 sekundowych spotach telewizyjnych, wystąpią - Edyta Górniak i Piotr Kupicha. W spotach wykorzystano fragmenty piosenek: "Pokaż na co cię stać" oraz "To nie tak, jak myślisz".

Tegoroczna kampania "Radio Zet - Siła Muzyki" wystartuje 23 lutego 2009 roku w TVP1 i TVP2.

wtorek, 27 stycznia 2009

::: Koncert walentynkowy :::

8 lutego 2009 Edyta wystąpi na koncercie walentynkowym w Rzeszowie. Oto plakat:

Image Hosted by ImageShack.us

Koncert organizowany w ramach projektu "Rzeszów, pas startowy" na zlecenie Wydziału Promocji, Kultury i Sportu Urzędu Miasta Rzeszowa

Bilety w cenie 50 zł do nabycia:

- Estrada Rzeszowska ul. Jagiellońska 24,
- kasa kina Zorza ul. 3-go Maja 28,
- sklep Rzeszowianka ul. Grunwaldzka 4,
- Trasa Podziemna w Rynku
- online: bilety.rzeszowzaprasza.pl

poniedziałek, 12 stycznia 2009

::: Nowa płyta Edyty :::

W wywiadzie dla Radia Zet Edyta opowiedziała o swoich planach na rok 2009!

Na przełomie lutego i marca zamierza wejść do studia i rozpocząć nagrania na swoją najnowszą płytę, która ma być bardziej radosna niż jej poprzedniczka "E.K.G.". Edyta skompletowała już osiem kompozycji.
W planach ma także wydanie koncertowego DVD.

Ciągle jeszcze Edyta zastanawia się nad udziałem w piątej edycji show "Jak Oni Śpiewają".

piątek, 9 stycznia 2009

::: Powiedz tylko Marzenie :::

W każdą niedzielę o godzinie 14.25 Marzena Chełminiak - obdarzona ciepłym, urzekającym głosem, zaprasza do słuchania rozmów z gwiazdami show-biznesu.

Goście Marzeny to ludzie niezwykli, z pasją, odnoszący sukcesy w świecie filmu, muzyki, sportu.
Ci, o których się mówi. W studiu Radia ZET czują się swobodnie, pokazując się z tej naturalnej, ludzkiej strony.

W niedzielę 11 stycznia gościem Marzeny Chełminiak będzie Edyta Górniak!

***UPDATE***

Wywiad do odsłuchania i pobrania na stronie Radia Zet:

Odsłuchaj/Pobierz

czwartek, 8 stycznia 2009

::: "To nie tak jak myślisz" króluje na listach przebojów! :::

Piosenka "To nie tak jak myślisz" zagościła wczoraj na 1 miejscu POPlisty radia RMF FM.

Stacja konsekwentnie omijała nowe utwory Edyty ale tym razem została przyparta do muru. Piosenka do filmu "To nie tak jak myślisz, kotku" stała się bowiem ogólnopolskim hitem, granym przez wszystkie największe stacje radiowe.


Ostatnim przebojem wylansowanym przez Edytę w RMF FM było "Impossible" z 2003 roku.

Gratulacje! Oby więcej takich przebojów!

Oto linki do głosowania:

POPlista RMF FM

Liga Hitów Radia Zet

czwartek, 1 stycznia 2009

::: Występy z Sylwestra :::

"Wyginam śmiało ciało:



"To nie tak jak myślisz"



"Jestem kobietą"



"Impossible"

wtorek, 30 grudnia 2008

::: Noc Sylwestrowa z Edytą :::


Edyta wystąpi jutro na koncercie Sylwestrowym w Warszawie (Pl.Konstytucji) zorganizowanym i transmitowanym przez Telewizję Polsat.

Transmisja od godziny 20:00.

Edyta zaprezentuje krótki recital. A co zaśpiewa? To jak zwykle do końca pozostaje tajemnicą.

Zapraszamy!

Przypomnijmy sobie występ Edyty na poprzednim polsatowskim Sylwestrze:

Edyta Gorniak - I feel good (live)

piątek, 19 grudnia 2008

::: Płyta z kolędami już w poniedziałek :::


"Zakochaj się na Święta w kolędach" - płyta z kolędami w wykonaniu Edyty Górniak ukaże się już w poniedziałek wraz z Gazetą Wyborczą.

Oto lista kolęd:

Cicha Noc

Oj Maluśki

Lulajże Jezuniu

Jezus Malusieńki

Mizerna Cicha

i piosenek świątecznych:

Let It Snow

White Christmas

Jingle Bells

Santa Claus Is Coming to Town

Have Yourself a Merry Christmas

Cena "Gazety" i płyty CD: 6,99 zł (w tym VAT)


wtorek, 9 grudnia 2008

::: Edyta Górniak: Szczęście nie jest na chwilę :::


Ciężką chorobę męża Edyta Górniak przeżyła w ciszy i samotności. Kiedy było już bardzo źle, mówiła mu: „Nie po to odbudowałeś moje życie, by teraz zostawić mnie samą!”.

Edyta Górniak myślała wtedy, że los jeszcze raz postanowił z niej zakpić. Skoro przez kilka lat udawało jej się być szczęśliwą, to może znów czas na dramat?

– Przyjechałaś do Portugalii, żeby...
Edyta Górniak: Odpocząć. Odetchnąć. Przemyśleć.

– Tęsknisz za szalonym życiem?
Edyta Górniak:
Tęsknię, ale szaleństwa niosą za sobą niepewność i błędy. Dziś bez wahania wybieram poczucie bezpieczeństwa.

– Ale kiedyś uciekałaś.
Edyta Górniak:
Dzwoniłam z taksówki, zamawiałam bilet i leciałam w nieznane. Zawsze miałam potrzebę wolności. Przelatałam w życiu trzy paszporty, odwiedzając prawie wszystkie kontynenty, ale któregoś dnia poczułam, że muszę mieć jakieś miejsce na świecie tylko dla siebie. I tak kupiłam apartament w Portugalii.

– Opowiedz mi o nim.
Edyta Górniak: Trafiłam tam przypadkiem i to była miłość od pierwszego wejrzenia. Wyobraź sobie... Cisza, trzysta tysięcy drzew, parę stawów, dziesięć minut do morza. Ptaki, które śpiewają najgłośniej na świecie. Na początku był to dla mnie tylko apartament letni. Potem bywałam tam coraz częściej. A czasem znikałam na pół roku. Zdarzało się, że rozwieszałam pranie, dostawałam telefon od wytwórni, że muszę udzielić kilku wywiadów w Niemczech. Po drodze na kolejne lotnisko zmieniał się cały kalendarz i wracałam do Portugalii po kilku miesiącach, a to samo pranie już sztywne stało na suszarce.

– Wszystko urządziłaś sama?
Edyta Górniak:
Wiele gwoździ wbiłam sama, wiele obrazków sama zawiesiłam. Zanim kupiłam wymarzone łóżko, spałam na podłodze, na materacach do jogi, przy świeczkach, bo nie potrafiłam sobie zamontować żarówki. Ale było to fajne, bo czułam się taką zwyczajną dziewczyną. Z jednej strony latałam po świecie, dawałam koncerty, z lotniska odbierała mnie limuzyna, a potem wracałam i musiałam wymyślić, gdzie przetrzymam mleko, żeby mi się nie zepsuło, zanim udało mi się kupić lodówkę.

– Powiedziałaś mi kiedyś, że kupiłaś ten apartament wtedy, gdy myślałaś, że będziesz w życiu sama.
Edyta Górniak:
Naprawdę tak myślałam. Ale życie zadecydowało inaczej. Darek wiedział, jak bardzo przywiązana jestem do Portugalii, i tam mi się oświadczył. Do dziś kocham to miejsce. Każda podróż tam to trochę powrót do przeszłości. Tam wisi biała sukienka z Eurowizji, kostium, w którym śpiewałam z José Carrerasem. Za to suknię ślubną trzymam w domu w Milanówku.

– Więc Twoim domem jest Portugalia czy ten dom w Milanówku?
Edyta Górniak:
Mój synek mówi, że mamy „dwa domki”. Widzisz, kiedyś dom kojarzył mi się z ciszą. A teraz z hałasem (śmiech).

Nie możesz mnie tak zostawić

– Jaki był ten rok dla Ciebie?
Edyta Górniak:
Niezwykły.

– Właśnie. „Dumka na dwa serca” została uzn
ana za piosenkę 50-lecia, Ciebie uznano za osobowość 60-lecia...
Edyta Górniak:
...co moim zdaniem należało się Czesławowi Niemenowi. Ale to ludzie decydowali. Ja czuję, że na nieśmiertelność muszę jeszcze trochę popracować.

– Ale w tym roku też zachorował Darek.
Edyta Górniak:
Początki choroby odczuliśmy już w zeszłym. Krytyczny moment w sylwestra. Ale najtrudniejszy czas rozpoczął się wiosną.

– Taki zdrowy młody człowiek, wydawałoby się. Jak to się zaczęło?
Edyta Górniak:
Najpierw zaczął słabnąć. Później w ciągu dnia coraz częściej musiał się położyć. Potem nie miał siły, by wchodzić na piętro naszego domu, a potem w ogóle z domu wychodzić. W końcu nie podnosił się z łóżka przez wiele dni. A ja, zawodowiec, co sobota uśmiechałam się w programie...

– I byłaś z tym sama. Nikt nie wiedział, co przeżywasz?
Edyta Górniak:
Prasa dowiedziała się o chorobie Darka, kiedy wyszliśmy z okresu krytycznego. Ulżyło mi więc, że przedostało się to do mediów z prawie półrocznym opóźnieniem, bo dzięki temu, że odbyło się to w ciszy, nikt nie rozszarpał tego publicznie.

– Odkąd Darek pojawił się w Twoim życiu, walczył o Ciebie i Twój spokój. Był Twoim aniołem stróżem. A teraz nagle Ty musiałaś walczyć o niego.
Edyta Górniak:
Przestraszyłam się. Szczęście jest bardzo kruche. Ludzie za często używają słowa „problem”. Bo są rzeczy do załatwienia, konflikty do załagodzenia, sprawy do poukładania, praca do skoordynowania. Ale „problem” powinno mówić się tylko wtedy, gdy osoby, które kochamy, tracą zdrowie.

– Pary różnie przechodzą przez chorobę. Czasem choroba umacnia związek, czasem wręcz przeciwnie. Jak było w Waszym przypadku?
Edyta Górniak:
Nie myślałam, co się stanie ze mną, myślałam wyłącznie o Darku. Bałam się też o Allana, ponieważ ja wychowywałam się bez ojca i wiem, że to jest obciążenie do końca życia. Strach o to, czy ja byłabym w stanie wypełnić lukę po Darku, przygniatał mnie.

– Miałaś aż takie myśli?!
Edyta Górniak:
Tak, od kiedy Darek zaczął mnie uczyć, gdzie w domu są agregaty, bezpieczniki, licznik gazu. Tłumaczył, że mamy jedno miejsce w dachówce, które przecieka. Wcześniej nie zawracałam sobie głowy takimi rzeczami. Przecież tymi sprawami zajmował się on. I nagle postanowił mi o tym opowiedzieć. Jakby mnie na coś przygotowywał...

– Na Boga! Jest XXI wiek. Ludzie nie umierają ot tak!
Edyta Górniak:
Kasiu! Darek jest osobą, która nie daje sobie pomóc! Być może nie doszłoby do momentów krytycznych, gdyby pozwolił się zawieźć do lekarza. Nawet wtedy, gdy już zaczął puchnąć, jego układ trawienny przestał pracować, jak wspominałam o szpitalu, resztką sił kłócił się, żebym nie robiła z niego niedołężnego człowieka. Najgorsza rzecz na świecie, kiedy żadne argumenty nie mają wartości, a leży przy tobie człowiek, przelewa ci się przez ręce, przestaje być sobą, przestaje mówić, jeść, zaczyna inaczej wyglądać. Któregoś dnia wpadłam w panikę. Zadzwoniłam, by lekarze z ambulatorium przyjechali do domu zrobić badania. Już kilka godzin po nich dostaliśmy telefon, że Darek musi pójść do szpitala jak najszybciej. A on mi powiedział, że jak go oddam do szpitala, to on tam umrze. Krzyczałam więc, że jest nieodpowiedzialny. Mówiłam: „Czy chcesz mnie samą zostawić na tym świecie? Po to odbudowałeś moje życie, żeby teraz odejść?”.

– Co więc go uratowało?
Edyta Górniak:
Lekarz, którego poznałam dzięki pani Grażynie Szapołowskiej. Będę jej za to dziękować jeszcze wiele razy. Na cztery dni przed tym, jak Darek miał się położyć w szpitalu i poddać inwazyjnym zabiegom, postanowiłam podjąć ostatnią próbę. Pani doktor problem zdiagnozowała celnie i powiedziała, że niestety czeka nas bardzo długie leczenie. Kiedy Darek zacznie brać leki, będzie czuł się jeszcze gorzej i czy jesteśmy na to gotowi. Zawierzyłam jej trochę ze strachu. Już po pierwszej dobie – pierwsza reakcja. Po dwóch tygodniach – następna. To były takie fale. Raz na godzinę dziennie odzyskiwał siły, potem było gorzej. Żyliśmy w rytmie od leków do leków i wszystko zaczęło się odwracać. Choć na taką odczuwalną poprawę czekaliśmy trzy miesiące. Ale przyszła.

– A jak zobaczyłaś, że Darek zaczyna zdrowieć...

Edyta Górniak: Mówiłam tylko: „Boże, dziękuję Ci. Dziękuję”. Wiesz, przez całą tę jego chorobę wiedziałam, że muszę być silna. Kiedy Darek zasypiał, płakałam i myślałam: Boże to się nie może tak skończyć. Dopiero zaczęłam wierzyć w szczęście i w miłość. Pięć lat. To tak mało. Za mało! Zdarzyło mi się głęboko zapłakać na antenie. Pamiętasz, jak Piotr Polk zaśpiewał „What a Wonderful World”?

– Pamiętam, ale myślałam, że płaczesz, bo Ty swojej mamie tak nie możesz zaśpiewać.
Edyta Górniak:
Wszystko się nałożyło. To faktycznie był Dzień Matki, Piotr zadedykował tę piosenkę mamie. Ale mnie złamało to, o czym śpiewał. „What a Wonderful World”. Co za piękny świat! I ja pomyślałam, że mogę to stracić. Po prostu pękłam.

Moja mama to Edyta Górniak

– Dla synka jesteś...

Edyta Górniak: ...wyłącznie mamą. Staram się być dobrym duchem, przewodnikiem. Kiedyś wydawało mi się, że gdy już los podaruje nam dziec-ko, to po to, by je chronić, a wiele razy odczułam, że Allan przyszedł na świat, by chronić mnie. Jestem przekonana, że już się znaliśmy. Mamy tak silne więzi, że nie mogliśmy ich zbudować tylko w tym życiu.

– Jaki jest Twój syn?
Edyta Górniak:
Dziwne... ale on nie jest dziecinny. Mam wrażenie, że nie uczy się wielu rzeczy, a jedynie je sobie przypomina. Z jednej strony jest niezwykle pogodny, z drugiej bardzo uduchowiony. Widzi różne rzeczy, o których mi opowiada. Odczuwa te energie, które są dla niektórych nierealne, metafizyczne.

– A jak Tobie jest źle, czuje to?
Edyta Górniak:
Niestety. Mówię „niestety”, bo to jest dla mnie o tyle trudne, że nie mam na to wpływu. Jeśli coś przeżywam, nie mogę spać albo jestem przygnębiona, on jest w trójnasób taki. Jakby próbował ze mnie ściągnąć to i przejąć na siebie.

– On wie, że jesteś gwiazdą?
Edyta Górniak:
Wie, że mama śpiewa piosenki dla ludzi. Ale dla niego to są dwie osoby. Ta w telewizorze to „Edyta Górniak”, ta obok to „ma-ma”. Powiedziałam mu kiedyś: „Allanku, nie lubię, kiedy mówisz do mnie Edyta Górniak”. Więc czasami, gdy zdarzają się nam sprzeczki, biega wokół stołu i jakby na złość krzyczy: „A ty jesteś Edyta Górniak! Edyta Górniak!”.

– A zna Twoje piosenki?
Edyta Górniak:
Rozpoznaje mój głos, choć nigdy nie włączałam mu swoich nagrań. To teściowa mówiła: „Patrz, Allanku, mama śpiewa”. Kiedy tęsknił, gdy jechałam na koncerty czy nagrywałam płytę, puszczała mu moje piosenki, a on uspokajał się. Lubi kilka z nich. Jest taka piosenka „Loving You”. Przekręcając słowa, prosi, by mu puścić piosenkę o „lawinie”. I lubi „List”. Mówi, że to piosenka o aniołach.

Powiedziała mi: „Słuchaj tylko swego serca”


– Co dalej z Twoim śpiewaniem?
Edyta Górniak:
Zawsze, kiedy zadawano mi to pytanie, coś wiedziałam. Albo czułam, że jestem na początku, albo na rozdrożu. I teraz, pierwszy raz w życiu, nie wiem, gdzie jestem. Po prostu nie wiem.

– Co więc sprawiłoby Ci największą radość?
Edyta Górniak:
Gdyby Justin Timberlake poprosił, bym śpiewała u niego w chórkach... (śmiech) Serio? Nie wiem. Odkąd zostałam żoną i matką, przestałam wybiegać w przyszłość. Oczywiście mam kalendarz zapełniony na pół roku do przodu, ale najczęściej moje marzenia dotyczą rodziny. Chciałabym kiedyś mieszkać nad jeziorem, żeby Darek miał gdzie żeglować, mógł wstawać o świcie i jeździć konno. Chciałabym patrzeć, jak Allan dojrzewa i zadaje mi coraz trudniejsze pytania. Na razie pyta mnie, czy wszyscy ludzie mają ości. Albo jak się rysuje prąd.

– Dlaczego Twoje marzenia nie dotyczą już muzyki?
Edyta Górniak:
Bo ja już tyle osiągnęłam w sferze zawodowej, że czego można chcieć więcej? Zyskałam szacunek ludzi, zaufanie i miłość. Udało mi się zaśpiewać kilka piosenek, które odmieniły czyjeś życie. Nie dałam się zniszczyć show-biznesowi. I nie mam potrzeby dowodzenia po raz setny swojej wartości. Jeśli coś się nie wydarzyło, widocznie nie było mi dane.

– Są piosenki, które żałujesz, że nie są tylko Twoje?
Edyta Górniak:
„No More Drama”, „Ready for Love”. Czasem śpiewam je na koncertach. Kilka razy zdarzyło mi się, że odebrano mi piosenkę, którą pokochałam. A uwierz, Kasiu, że to rozłąka porównywalna z każdą inną. Pierwszy raz było to przy „One and One”, która była moim drugim singlem międzynarodowym. Nagrał ją w tym samym czasie Robert Miles. Drugi raz z piosenką „Perfect Moment”. I najbardziej boleśnie trzeci raz, gdy nagrałam piosenkę, a ona mi została odebrana i przekazana Celine Dion.

– Która?
Edyta Górniak:
„I Surrender”. Piosenkę nagrałam w San Francisco. Przyszła do mnie pod koniec realizacji drugiej światowej płyty. Warunkiem jej otrzymania było, że wyprodukują ją producenci wskazani przez kompozytorów. Nagrałam, ale produkcja była fatalna. Długo negocjowaliśmy, by uległa zmianie. Było kilkanaście gorących dni i w efekcie odebrano mi tę piosenkę, bo nie byłam w stanie pójść na kompromis. Minął rok. Pojechałam do słynnej Korei. Ty wiesz, już nigdy nie pojadę do tego kraju! Korea była dla mnie potrójnie nieszczęśliwa. To wtedy powstała historia, że miałam romans z prezydentem. Po drugie, tak zaśpiewałam hymn, że przegraliśmy mecz, po trzecie, będąc na masażu, usłyszałam piosenkę „I Surrender” w wykonaniu Celine Dion. I dostałam zawału. Nie myślałam, że wrócę do tej piosenki, ale ona wróciła do mnie. Wybierałam się z nią do Jacka Cygana, zapisałam kilka myśli na kartce, żeby mu przekazać, o czym chciałabym, by był ten tekst. I tyle ich napisałam, że się złożyły w całość.

– I tak powstał „List”.
Edyta Górniak:
Tak, i wyobraź sobie, że po roku od tamtego czasu menegment Celine Dion zaprosił mnie do zaśpiewania przed jej koncertem w Polsce. Rozmowy wybiegły potem nawet trochę dalej, do możliwości duetu. Poproszono mnie o materiały i nieopatrznie, nie przemyśleliśmy tego z Darkiem, wysłaliśmy taśmę wideo z nagraniem ze studia, gdy śpiewam „I Surrender”. I... nie doszło do naszej współpracy. W noc przed konferencją prasową w Krakowie, gdzie miało być ogłoszone oficjalnie, że zaśpiewam, dostaliśmy warunek, że nie mogę zaśpiewać z zespołem, choć on liczy zaledwie cztery osoby. Musiałam podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji w mojej pracy zawodowej. Rozważałam wszystkie za i przeciw. Ale mimo wszystko odmówiłam. Wiem, że bez muzyków nie mam inspiracji i mój występ byłby martwy. Pewnych rzeczy nie robi się ani dla pieniędzy, ani dla prestiżu.

– Zawsze podejmujesz niepopularne decyzje?
Edyta Górniak:
Tak, choć bałam się, że ludzie pomyślą, że nie mam wystarczających umiejętności, by się zmierzyć na jednej scenie z taką artystką. Nie spodziewałam się jednak, że zyskam aż taki szacunek, że miałam odwagę odmówić wielkiej Celine Dion. Ale coś ci jeszcze opowiem. Życie często zatacza koło. Mój producent z Londynu, Chris Neil, był pierwszym producentem światowym, który zdecydował się nagrać anglojęzyczną płytę Celine. Kiedy ja nagrywałam płytę w Londynie kilka lat temu, Celine miała koncert, więc Chris zabrał mnie na niego, a potem za kulisy. Czekaliśmy dość długo, potem Celine podeszła do Chrisa i do mnie i on przedstawił mnie jako młodą artystkę z Polski. Pamiętam, że trzymała mnie wtedy za rękę i powiedziała: „Będziesz słyszała w życiu wiele rad i wielu będziesz miała doradców, ale pamiętaj, że na końcu musisz słuchać tylko swojego serca”. I poniekąd, kiedy siedziałam wtedy na łóżku, podejmując decyzję, czy zaśpiewać przed Celine, czy nie, przypomniałam sobie to spotkanie.

– A gdybyś miała szansę jeszcze raz stanąć na scenach międzynarodowych?
Edyta Górniak:
Dziś mam wiedzę większą niż wtedy i gdyby nie zabrakło mi zdrowia, myślę, że potrafiłabym stanąć na wysokości zadania. Ale... całe życie śpiewałam głównie dla poczucia miłości i mam tyle miłości teraz, że nie jestem zachłanna, by mieć jej jeszcze więcej. To, co mam, wypełnia mnie po brzegi.

Co z ciebie kotku za Cyganka...

– Byłaś kiedyś u wróżki?
Edyta Górniak: Ze trzy razy w życiu.

– I co Ci powiedziała?
Edyta Górniak:
Różne rzeczy. Kiedyś pomogłam starszej Cygance zadzwonić z budki telefonicznej, trzymając jej pieniążki i wrzucając do automatu. A ona potem, gdy już skończyła, wzięła moją rękę i powiedziała: „O, nie masz tatusia, dziecko. Wiem, teraz czujesz się niekochana, ale kiedyś będą cię kochały miliony”. To było przy małej poczcie w Opolu. Zapamiętałam to ze strachem. Skąd ona wiedziała, że nie mam taty, że czuję się niekochana? Nie analizowałam tej drugiej części, bo była dla mnie abstrakcyjna. A te moje inne wizyty u wróżki zawsze zaczynały się od słów: „O Boże, ile pani przeżyła. Na kilka żyć można podzielić...”.

– Jesteś Cyganką, też powinnaś wróżyć.
Edyta Górniak:
Kiedy wspominam o moich cygańskich korzeniach, Darek śmieje się: „Co z ciebie kotku za Cyganka, jak ty wróżyć nie umiesz?”.

Ale daj rękę, powróżę ci, ile będziesz miała dzieci.

– A Ty? Chciałabyś mieć jeszcze jedno?
Edyta Górniak:
Dobrze byłoby, żeby Allanek miał rodzeństwo.

– Obiecałaś sopockiej publiczności, że nad tym „popracujecie”.
Edyta Górniak:
Prasa już tyle razy pisała, że znów jestem w ciąży, że mam czasem ochotę z tego żartować. A to poduszkę założyć na program, a to powiedzieć, że „pracuję”... Allan czasem mi opowiada: „Wiesz, mamo, jak kiedyś mieszkałem u ciebie w brzuchu, to tam nie było zabawek. I wiesz, chciałem stamtąd wyjść, no ale tam nie było »dźwi«. I potem pan doktor »wyjmął« mnie. A ja powiedziałem jemu dziękuję”. Mówię ci, Kasiu, rodzina to najpiękniejszy sens życia.

Rozmawiała Katarzyna Przybyszewska /Magazyn Viva/

poniedziałek, 8 grudnia 2008

::: Zakochaj się na święta w kolędach :::


22 grudnia ukaże się świąteczna płyta

Edyty Górniak

"Zakochaj się na święta w kolędach"
!


Płytę będzie można zakupić wyłącznie tego dnia wraz z Gazetą Wyborczą. Znajdzie się na niej 10 kolęd: 5 polskich i 5 amerykańskich.

Zapraszamy do salonów sprzedaży juz

22. XII. 2008! ! !

::: Finał czwartej edycji JOŚ :::

Edyta w finałowym odcinku Jak Oni Śpiewają wykonała utwór "Let It Snow":

Edyta Górniak - Let It Snow


Let It Snow (Live JOŚ 2008) mp3