Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 lipca 2009

::: Edyta szuka spokoju w sercu więc nowej płyty nie będzie! - wywiad dla Faktu :::

Piosenka „Dziwny jest ten świat”, którą zaśpiewa pani w Sopocie, jest bardzo trudna, jak się pani do tego przygotowuje?

EG: Przed wejściem na scenę zawsze szukam wewnętrznego spokoju i wyciszenia. Festiwale nie sprzyjają temu, niestety. Panuje tutaj chaos i ogromny hałas. Już kilka lat temu kulisy, jako miejsce dla artystów święte, przestał być kulisami. Są okupowane przez fotografów, dziennikarzy, znajomych i coraz liczniejszą ekipę obsługi technicznej. Tak więc skupienie się przed wejściem na scenę jest prawie niemożliwe. Z kolei zejście ze sceny wymaga czasem wyjątkowej zdolności wygaszenia w gwałtowny sposób emocji, które buduje się w czasie takiej piosenki jak „Dziwny jest ten świat”.

Przed panią 20-lecie pracy artystycznej, czy przygotowuje pani coś specjalnego dla fanów?

Tak naprawdę zaczęłam się przygotowywać do jubileuszu już na początku roku, ale zmiany w moim życiu rodzinnym zdominowały projekty zawodowe. Tak długo, jak nie uporządkujemy z mężem różnych spraw, trudno będzie mi się skupić i oddać temu w takim stopniu, w jakim jubileusz tego by wymagał. Mam jednak nadzieję, że ostatnimi wystąpieniami uspokoiłam moich fanów, że nie zamierzam schodzić ze sceny.

Czy to prawda, że powstanie film o pani?

Trwają rozmowy z reżyserami i agencją, która miałaby go wyprodukować. Jeszcze za wcześnie, by mówić o szczegółach. Mamy dopiero szkic scenariusza. Film opowiadałby o początkach mojej drogi artystycznej i zatrzymał się mniej więcej w momencie, w którym jestem dziś.

Co z wyjazdem do USA?

Trudno przewidzieć, jak się ten rok potoczy. Mam plany, by był to początek przyszłego roku. Myślę, że na przestrzeni najbliższych dwóch miesięcy uściśli się to w czasie. Teraz, w lipcu, mam urlop, poprosiłam męża, by przesunął wszystkie koncerty, tak bym mogła gdzieś wyjechać z synkiem. Do pracy wracam już na początku sierpnia.

Co z show „Jak oni śpiewają”?

Nie podjęłam jeszcze decyzji, ale propozycja udziału została mi złożona.

W pani życiu prywatnym ostatnio wiele się dzieje...

Właściwie we wszystkich sferach. Najważniejsze dla mnie w tej chwili są komfort psychiczny i bezpieczeństwo emocjonalne, jak również edukacja Allana. To przede wszystkim, i w tym zgadzamy się z Darkiem. Wymaga to pracy, skupienia i poświęcenia każdego z nas i jest absolutnie priorytetem. Wokół tego będziemy układali resztę. Ja z pewnością mebluję swoją przestrzeń od nowa. Życie regularnie uczy nas pokory i udowadnia, że nie można się niczego zarzekać. Rzeczy niemożliwe stają się możliwe. Dzisiaj polegam wyłącznie na swojej intuicji. Zawsze też wierzę w przeznaczenie i w to, że los prowadzi nas za rękę, tak jak nam jest to pisane.

Czy to znaczy, że już nigdy pani nie powie o innym mężczyźnie, że jest mężczyzną pani życia?

Dzisiaj, w tym momencie mojego życia, jestem przekonana, że już nigdy nie otworzę się przed nikim w takim stopniu, w jakim otworzyłam się przed Darkiem. Nigdy nie zaufam już tak bardzo, przy nikim nie będę tak spokojna, jak byłam przy Darku. Ale również dzisiaj nie możemy być pewni tego, co będziemy czuli za 10 lat.

Więc dlaczego się rozstajecie?

Wiem, że milcząc, pozostawiam miejsce na ciągłe spekulacje, ale nie mogę publicznie mówić o powodach naszego rozstania. Publicznie mogę mierzyć się tylko z trudnymi piosenkami, nie z rodzinnymi konfliktami. Pewne rzeczy powinny zostać powiedziane wyłącznie przy stole, przy herbacie. Mam nadzieję, że tak właśnie się stanie.

Co więc dalej?

W takich momentach w życiu trzeba wierzyć, że każdy kolejny dzień przyniesie nowe odpowiedzi i nowe rozwiązania. Trzeba też pamiętać, że każdy ma prawo do szczęścia. Teraz paradoksalnie, mimo nowej sytuacji w życiu, mam coraz więcej pracy. Staram się wszystko mądrze poukładać. Praca właściwie pomaga mi skupić myśli, nie rozpraszać się i nie rozpaść na kawałki, bo dni przecież bywają różne. Każdy, kto ma za sobą rozstanie, czy rozwód, wie, o czym mówię. Tylko kobiety przecież potrafią płakać ze szczęścia i uśmiechać się w nieszczęściu. Musimy być silne. Dla naszych dzieci.

Czy to więc oznacza, że nie będzie nowej płyty?

By tworzyć muzykę trzeba mieć spokój w sercu, a ja na razie szukam tego spokoju.

efakt.pl

wtorek, 30 czerwca 2009

::: Edyta Górniak: Lubię wzruszać ludzi :::

"Dziwny jest ten świat" w jej wykonaniu poderwał publiczność TOP Trendy w sopockiej Operze Leśnej. Edyta Górniak jednak przyznaje, że takie piosenki już nie powstają. "Czesław Niemen odszedł. Któż miałby dzisiaj pisać tak nośne i ponadczasowe piosenki?" - pyta artystka w rozmowie z Dziennikiem.

Przyznam, że słuchając pani wersję piosenki "Dziwny jest ten świat" Czesława Niemena, popłakałam się. Wielki utwór w wielkim wykonaniu. Dlaczego dzisiaj autorzy, kompozytorzy nie piszą dla pani piosenek na takim poziomie?

Edyta Górniak: To bardzo trudne dlatego, że kompozytorzy, z którymi się spotykałam do tej pory, mają poczucie odpowiedzialności i niezwykłej presji, że muszą napisać taką piosenkę, która będzie godna moich umiejętności. Cytuję, tak oni o tym mówią. I kiedy proszę, żeby otwierali swoje szuflady i grali mi cokolwiek, a ja powiem, do którego z tych utworów bije moje serce, to czasem nie zgadzają się z tym, że wybieram sobie taką prostą piosenkę.Pamiętam kiedyś spotkanie z panem Siejką, który napisał "Jak najdalej". Gdy usłyszałam tę melodię, jeszcze wtedy bez tekstu, strasznie mi się ona spodobała. Zapytałam, czy mogę ją wziąć, a on: "Ale przecież to nie jest piosenka godna ciebie". Ja na to: "Jak to? Jest świetna, cudowna, energiczna. Jeśli do tego napiszemy dobry tekst, na pewno będzie fajna". I on się z tym nie do końca mógł pogodzić. Mówił, że by wolał napisać dla mnie coś lirycznego i romantycznego. A ja lubię bardzo różne piosenki i te, które nagrałam do tej pory, chyba o tym świadczą. Bo śpiewałam i intymne, takie jak "Dotyk" na pierwszej płycie czy "Błękit myśli" na ostatniej "EKG", ale lubię też taką stylistykę, w jakiej z mężem nagraliśmy kolędy. Podobają mi się również piosenki taneczne i dynamiczne.Lubię się bawić z ludźmi i lubię też móc ich wzruszać. Jestem otwarta na różne gatunki. Zawsze taka byłam i zawsze taka będę. Nigdy się nie zamknę w jednym rodzaju. Myślę, że umarłabym wtedy z nudów. (śmiech). Koncert stulecia amfiteatru podczas festiwalu TOP Trendy, który podsumował pewnie tylko w jakiejś części te największe przeboje, które są dla nas ważne, pokazał, że już takich piosenek nie ma i nie będzie.

To smutne.

Ale taka jest prawda. Dzisiaj młodzi twórcy są wychowani na trochę innym gatunku muzyki, stacje radiowe wymagają od nich czegoś innego i oni nie muszą być aż tak kreatywni jak ci, którzy kiedyś sami pisali. Wtedy autorzy wiedzieli, że ich piosenki mają szansę przeżyć 20 lat, o czym świadczą te śpiewane przez panią Irenę Santor. Czesław Niemen, który był wspaniałym twórcą, odszedł. Któż miałby dzisiaj pisać tak nośne, wyraziste i tak ponadczasowe piosenki? Choć może się jeszcze urodzą tacy autorzy i kompozytorzy.Liczę na to i my wszyscy artyści, którzy sami nie piszemy. Mają szczęście ci wykonawcy, którzy tworzą dla siebie: Kayah, Reni Jusis, Anita Lipnicka. One same potrafią napisać takie piosenki, które grają w ich sercach. Myślę, że to wielka radość tworzenia.

A pani dlaczego nie dołączy do ich grona?

Ja nie mam chyba takich zdolności. Poza tym zawsze lubiłam pracować z kompozytorami. Czasem udaje mi się napisać jakieś teksty, ale muzyki chyba bym się nie podjęła.

A gdyby pani miała napisać protest song, to przeciw czemu by się pani w nim buntowała?

Ojej! Gdyby można było śpiewać o tym, co mnie najbardziej boli... A najbardziej chyba to, że w naszym kraju nie szanuje się pokolenia historycznego, które było najbardziej waleczne, odważne, honorowe i które już odchodzi. Pokolenia, któremu zawdzięczamy to, że odbudowało nasz kraj, a my możemy w spokoju w nim żyć. Nie szanuje się starszych ludzi. Nie ma dla nich czasu ani pieniędzy. Bardzo dużo robi się akcji charytatywnych dla dzieci, chorych, niepełnosprawnych, a prawie nikt nie pamięta o najstarszym pokoleniu.

Jak wyglądają pani najbliższe plany?

Teraz mam miesiąc urlopu. I wracam znowu do Sopotu na początku sierpnia, tym razem na festiwal telewizji publicznej.

W koncercie "trendy" festiwalu TOP Trendy usłyszeliśmy Paullę. Jaki ma pani stosunek do tej wykonawczyni, która często jest do pani porównywana?

Szczerze?

Tylko szczerość mnie interesuje.

Mam nadzieję, że ja tak nie śpiewam.

poniedziałek, 1 czerwca 2009

::: "Między mamami" :::

W najbliższym odcinku programu

„ Między mamami”

w dniu 2 czerwca 2009
o godz. 9.55 (TVP 1)
ekskluzywny wywiad
z Edytą Górniak.

Piosenkarka pojawi się ze swoim synkiem Alanem.

Link do wywiadu

sobota, 16 maja 2009

::: Krótki wywiad dla ipla.pl :::

W przerwie reklamowej programu "Jak Oni Śpiewają" Edyta udzieliła wywiadu serwisowi ipla.pl.
Oto jego fragment:

poniedziałek, 11 maja 2009

::: Edyta o rozstaniu :::


Ostatnie miesiące były dla Edyty Górniak (37 l.) bardzo ciężkie. Po pięciu latach jej związek z Darkiem Krupą (33 l.) zaczął się rozpadać. Kilka tygodni temu gwiazda wyprowadziła się od męża i zamieszkała sama. Przez cały ten czas, oprócz jednego oświadczenia, w którym potwierdziła doniesienia o swych problemach, Edyta konsekwentnie milczała i nie komentowała całej sytuacji. To był najlepszy dowód na to, jak boleśnie przeżywa te chwile.

Ale teraz gwiazda przerywa milczenie. Choć nie było łatwo ją do tego skłonić, w końcu piosenkarka zgodziła się udzielić nam wywiadu. Faktowi jako pierwszemu udało się porozmawiać z nią o kryzysie, który trawi jej życie. Gwiazda opowiada nam o rozstaniu z mężem i swych planach na przyszłe życie i własną karierę.

– Niedawno wyprowadziła się pani od męża. Czy to oznacza, że planuje pani rozwód?

EG: Takich rzeczy się nie planuje. Czas pokaże, czy przestrzeń, którą sobie daliśmy, będzie nas budować, czy niszczyć.

– A czy oznacza to także zmiany w pani życiu zawodowym. Pani mąż jest też pani menedżerem. Czy nadal nim będzie?

EG: Nie planowałam zmiany menedżera, ale sytuacja, która miała miejsce ostatnio w Opolu, kiedy Darek w niegrzeczny sposób kazał wyrzucić z sali koncertowej kilkunastu fotoreporterów, dała mi do zrozumienia, że mąż przestaje czuć się dobrze w tej roli. Być może więc będę zmuszona do zmiany osoby, która będzie reprezentować moje interesy – żebym nigdy więcej nie musiała czytać już w prasie informacji typu: „Edyta Górniak wyrzuciła fotoreporterów ze swojego koncertu”. Choć w rzeczywistości o całym zajściu dowiedziałam się od samych pokrzywdzonych dopiero, kiedy opuszczałam budynek, w którym odbył się koncert. W świadomości ludzi działania i decyzje osób z mojego otoczenia są moimi działaniami i decyzjami. Muszę więc zatroszczyć się o to, by osoby reprezentujące mnie i pracujące ze mną na stałe budowały na zewnątrz mój prawdziwy obraz. Błędy menedżera uderzają w mój wizerunek. Przez 20 lat ciężko pracowałam na opinię profesjonalistki. W moim pojęciu, jeżeli już ktoś ma mieć prawo do impulsywnych zachowań, to jest nim artysta, nigdy menedżer. Być może mąż nie radzi sobie emocjonalnie z obecną sytuacją. Staram się go rozumieć…

– Myślała pani o wyjeździe do San Francisco, by uczyć się śpiewu. Czy to nadal aktualna sprawa?

EG: Tak, cały czas rozważam ten wyjazd. Chciałabym nadal móc rozwijać się jako wokalistka. Na razie jednak liczba koncertów i podpisanych kontraktów nie pozwalają mi zaplanować tego wyjazdu dokładnie. Może to będzie początek przyszłego roku? Zobaczymy.

– Na jak długo chce pani wyjechać i co wtedy będzie z pani synkiem?

EG: Będę planowała ten pobyt w taki sposób, by Alanek mógł regularnie widywać się z dziadkami i z tatą. Jeszcze to dokładnie z Darkiem ustalimy. Poza tym sama będę chciała często przylatywać do Polski na spotkania z moją publicznością, czyli na koncerty.
źródło: eFakt.pl

piątek, 27 marca 2009

::: Przystanek SAN FRANCISCO :::

Nad jej karierą nieraz gromadziły się czarne chmury. EDYTA GÓRNIAK po 20 latach na scenie inaczej patrzy na swoje życie. I dzięki Darkowi znów wierzy w siebie. Kupiła apartament w SAN FRANCISCO i tam chce spróbować szczęścia.

W jej życiu spektakularne sukcesy przeplatały się z widowiskowymi klęskami. Obok wielkiej miłości fanów doświadczała niszczącej nagonki brukowców, obok splendoru międzynarodowych scen już w pierwszych latach kariery – samotności zagubionej dziewczyny. Kiedy 20 lat temu na Koncercie Debiutów w Opolu ciemnowłosa nastolatka wyśpiewała sobie wyróżnienie za piosenkę z repertuaru Lory Szafran „Zły chłopak”, z miejsca pojawiły się opinie, że kroi się artystka wielkiego formatu. Anielski głos i intrygująca uroda miały otworzyć jej drzwi do międzynarodowej kariery. I choć proroctwo po części się spełniło, wciąż trudno orzec, czy ciąży nad nią fatum, czy przyświeca jej szczęśliwa gwiazda.

Więcej w kwietniowym magazynie Sukces.


Kliknij na fotkę aby powiększyć:

piątek, 13 marca 2009

Edyta Górniak: "Wierzę w przeznaczenie"


Zadebiutowała 20 lat temu w Opolu. Już wtedy nikt nie miał wątpliwości, że Edyta Górniak będzie gwiazdą. Dziś jest także spełnioną żoną i matką. A muzyka? W tej sprawie artystka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa!

Szare bolerko, pomarańczowy golf, botki na wysokim obcasie, delikatny makijaż... Gdy spotykamy się na lunchu w popularnej restauracji na warszawskim Mokotowie, Edyta Górniak zwierza się, że ma za sobą kilka nieprzespanych nocy. Mimo to nie wygląda na zmęczoną (ach, te kobiece sztuczki). Często się uśmiecha, nawet gdy porusza trudne tematy. W tym roku mija 20 lat od jej scenicznego debiutu. Od tego czasu przeżyła niejedną życiową zawieruchę. Jak twierdzi, pomogło jej to dojrzeć – artystycznie i życiowo. Nabrała dystansu do siebie, zmieniła życiowe priorytety... Teraz nie dba już (za bardzo) o diamentowe płyty. Najważniejsze w jej życiu jest bycie mamą i żoną.

– Jaka jest Edyta Górniak po tylu latach na scenie?
Edyta Górniak:
Nie potrafię ocenić tego sama. Moi fani twierdzą, że jestem taka jak moje piosenki. Traktuję to jak wielki komplement.

– O ostatnim krążku „E.K.G.” krytycy pisali, że to Twoja najbardziej dojrzała emocjonalnie płyta. Rozumiem więc, że i Ty dojrzałaś?
Edyta Górniak:
Każda moja płyta zawsze jest podsumowaniem jakiegoś etapu mojego życia i rozwoju emocjonalno-artystycznego. Pod koniec lutego chcę wejść do studia i zmierzyć się z nowym materiałem. Zobaczymy, co urodzi się tym razem…

– Na „E.K.G.” po raz pierwszy sama napisałaś teksty. Czy w ten sposób chciałaś się bardziej otworzyć przed publicznością?
Edyta Górniak:
Zawsze pielęgnowałam swoje relacje z fanami i chciałam dawać im jak najwięcej siebie. Nigdy nie planowałam jednak, że będę pisać teksty. Kiedy wsłuchiwałam się w piosenki Edyty Bartosiewicz, Anity Lipnickiej czy Kayah, ich talent zawsze mnie onieśmielał. Gdy zaczynałam pracę nad „E.K.G.”, planowałam spotkać się z Jackiem Cyganem. Zapisywałam dla niego sugestie i myśli, które po prostu złożyły się w całość. Swoją drogą Darek jako mój producent muzyczny systematycznie namawiał mnie do pisania tekstów – może więc zrobiłam to po prostu pod presją (śmiech).

– Skąd czerpiesz inspirację?
Edyta Górniak:
Główną inspiracją są dla mnie uczucia i przeżycia innych ludzi. Muzyka ma tę moc, że potrafi „fotografować” emocje, zapachy, kolory. Potrafi też przywołać wspomnienia. Mam świadomość tej siły, dlatego tak długo wszystko przygotowuję. Dobrej płyty nie da się zrobić w miesiąc czy dwa. Dla mnie to złożony proces. Moi przyjaciele i współpracownicy wiedzą, że kiedy coś tworzę, staję się... mniej towarzyska. Po prostu zamykam się w swoim świecie. A żeby tam dotrzeć, muszę się odizolować od świata. Nie lubię, kiedy coś nie udaje mi się od razu. Jestem niecierpliwa. Zdarza mi się boksować ze swoimi słabościami. Potrafię być dla samej siebie okropna.

– Jesteś optymistką czy z góry zakładasz, że coś się nie uda?
Edyta Górniak:
Dzisiaj zdecydowanie jestem realistką. Najbardziej lubię sytuacje, kiedy wszyscy wokół przekonują mnie, że coś się nie uda, a ja podwijam rękawy i udowadniam, że się mylą. Teraz mam mniej szans na takie „wykazanie się”. Od momentu pojawienia się Allana mój czas na pracę skurczył się do tego stopnia, że jestem w stanie rocznie zrealizować zaledwie jedną trzecią zawodowych propozycji. Z drugiej strony, wyznaję zasadę, że wszystko jest kwestią dobrej organizacji i pewnie mogłabym robić więcej, ale dość szybko się rozpraszam.

– Słyszałem jednak, że mamą jesteś zorganizowaną i konsekwentną...
Edyta Górniak:
Masz złe źródła informacji (śmiech). Staram się, ale niestety różnie to bywa… Obiecuję sobie na przykład, że nie kupię kolejnych klocków lego. Kiedy jednak wchodzimy do sklepu, Allan patrzy na mnie tymi swoimi wielkimi niebieskimi oczami, kokietuje mnie dwa razy dłuższymi rzęsami niż moje i mówi: „Mamo, tak bardzo, bardzo, bardzo proszę. Już zawsze będę sprzątał wszystkie klocki, obiecuję. Tylko chciałbym mieć ten jeden zestaw, bo tego właśnie nie mam”. No i co? I mama się łamie. Darek jest bardziej konsekwentny i utrzymuje większą dyscyplinę w domu. Tak chyba powinno być. Mama jest od przytulania, a tata od wychowania.

– Przeciwstawiasz się czasem Darkowi w sprawach wychowania syna?
Edyta Górniak:
Nigdy w obecności Allana. Jeśli Darek zadecyduje, że mały musi ponieść konsekwencje, nigdy nie mówię, że ja sądzę inaczej, nawet jeśli czasem mam odmienne zdanie. Decyzja taty musi w nim budzić respekt. Nie chcę też, aby w takich sytuacjach biegł do mnie i chował się pod swetrem. Uważam, że dzieci muszą jak najwcześniej mieć wytyczone granice. Jeżeli z miłości pozwolimy im na wszystko, w przyszłości obróci się to przeciwko nam. Na szczęście mądrości użyczają nam dziadkowie i rodzice. No i, o dziwo, wszystkie metody Superniani też się sprawdzają (śmiech).

– Allan wychowuje się w rodzinie artystycznej. Myślisz, że będzie to miało wpływ na jego przyszłość?
Edyta Górniak:
Trudno wyrokować. Kiedy Allan się urodził, wszyscy dookoła mówili: „Pamiętajcie, że dziecko musi mieć rutynę”. Wzięłam to sobie do serca i dlatego za każdym razem, kiedy wyjeżdżaliśmy na koncert, a on zostawał u dziadków, stresowałam się. Po pewnym czasie wytłumaczyłam sobie jednak, że przecież Allan urodził się w rodzinie artystycznej. W naszym życiu nigdy nie będzie rutyny. Poza tym zawsze zostaje z kimś, kto go kocha. Przyzwyczaił się do podróżowania tak bardzo, że sam pyta czasem: „Mama, kiedy masz koncert, bo chciałem jechać do babci Wiechy”. Nudzi się, gdy jest zbyt długo w jednym miejscu.

– Czyli jednak tryb życia Twój i Darka kształtuje jego osobowość…
Edyta Górniak:
Na pewno. Choćby dlatego, że nie wychowuje się tylko z nami, rozwija się szybciej. Jedna babcia uczy go wierszyków, druga – modlitw. Dziadek uczy go łowić ryby i rozpoznawać grzyby, a ciocia pokazuje mu gry komputerowe. Dużo z nim rozmawiamy. Jak na niespełna pięciolatka Allan ma bardzo duży zasób słów. Często zaskakuje nas, pytając na przykład: „Tata, a jaki kolor ma dusza?” albo „Mama, jak narysować prąd?”.

– Co odpowiadasz?
Edyta Górniak:
Jeśli czegoś nie wiem, przyznaję się do tego. I proponuję: „Zapytaj dziadka, on na pewno będzie wiedział”.

– Na jakiego człowieka chciałabyś go wychować?
Edyta Górniak:
Chciałabym, aby był wartościowym człowiekiem. Żeby był lubiany, szanowany, miał poczucie humoru po swoim tacie. Żeby umiał sobie radzić ze stresem i był przedsiębiorczy w życiowych działaniach.

– Allan pojawił się z miłości do Darka i pewności, że to ten jedyny?
Edyta Górniak:
Życie nie pozwala być do końca pewnym uczuć drugiego człowieka. Dopiero kolejne doświadczenia ostatecznie udowadniają, czy ludzie są sobie przeznaczeni. Poznaliśmy się z Darkiem przypadkowo, w Stanach. Nie planowałam wtedy związku. Nie chciałam nawet wracać do kraju, przygotowywałam się do przeprowadzki do San Francisco. Jednak każda wizyta w Polsce zbliżała nas z Darkiem do siebie, aż w końcu podjęłam decyzję, że zostaję z nim tutaj.

– Kto bardziej walczył o ten związek? Ty czy Darek?
Edyta Górniak:
Darek. On walczył o mnie, a ja… z nim. W tamtym okresie czułam, że nie jestem w stanie przeżyć kolejnego rozczarowania, wydawało mi się, że mój limit cierpliwości do budowania jakichkolwiek relacji po prostu już się wyczerpał.

– A jaki jest Wasz związek po pięciu latach?
Edyta Górniak:
Myślę, że bardzo mocny. Mamy świadomość tego, co udało nam się wspólnymi siłami zbudować, i tego, co możemy stracić. Dostałam od Darka w prezencie poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Darek wie, jaki jest mój tryb życia, bo jego życie toczy się podobnym, zna moje przyzwyczajenia i umie je uszanować, a kiedy trzeba, potrafi się dystansować, przejść do porządku dziennego nad moimi kaprysami. No i mam do niego stuprocentowe zaufanie! To podstawa, zresztą nie tylko w miłości, ale również w przyjaźni.

– W show-biznesie niezwykle trudno komuś zaufać. Przyjaźnisz się z ludźmi z tzw. branży?
Edyta Górniak:
Znam kilka serdecznych osób, ale najdłuższe i najcieplejsze relacje mam z Justyną Steczkowską. W jej przypadku nigdy nie boję się, że coś, co jej powiedziałam, wypłynie dalej. To bardzo inteligentna, rodzinna i dyskretna osoba.

– Wytrychem do kolejnego pytania będzie więc tytuł ostatniej piosenki Justyny „Daj mi chwilę…”. Co robisz, kiedy masz ową chwilę tylko dla siebie? Nie musisz być ani artystką, ani mamą…
Edyta Górniak:
Myję zęby i idę spać (śmiech). Serio. Staram się radzić sobie ze wszystkim sama, bo nie mamy niani, dlatego największym rarytasem jest dla mnie możliwość wyspania się. Najszybciej regeneruje mnie również cisza i obcowanie z przyrodą.

– Jaka jest Edyta Górniak w te dni, kiedy nie musi stawać przed mikrofonem, pozować fotografom, oceniać w „Jak Oni śpiewają”…?
Edyta Górniak:
Wtedy szpilki zamieniam na tenisówki lub kapcie. Jestem dresiarą generalnie (śmiech). Tak więc dresik, kocyk i „barchanki”. Wstaję o 7.30 razem z Allankiem, piję kawę. Robię śniadanie, oglądamy bajki, malujemy, uczymy się angielskiego. Staram się żyć w naturalny sposób. To, co dla innych ludzi w życiu codziennym może być monotonne, dla mnie jest… ekskluzywne. Kiedy mogę związać włosy w kucyk, nie wychodzić z piżamy przez cały dzień, zaplanować, co zrobimy na obiad, włączyć zaległe pranie – czuję się szczęśliwa.

– Czego życzysz sobie na 20-lecie pracy?
Edyta Górniak:
Aby moja praca nadal zostawiała ślad w ludzkich sercach. I aby prawdziwi artyści w Polsce i na świecie doprowadzili do rozpadu tego „plastiku”, który nas otacza. To tyle życzeń artystycznych, reszta to już zwykłe pragnienia mamy. Chciałabym, aby Allan nie rozbijał sobie głowy i nie nabijał tylu siniaków.

– Czy w tych zwykłych pragnieniach jest również miejsce na drugie dziecko?
Edyta Górniak:
Chciałabym, aby Allan dla poczucia bezpieczeństwa i dobrego rozwoju miał rodzeństwo. Zdecydowaliśmy jednak z Darkiem, że nie będziemy tego planować. Niech się zdarzy tak, jak zechce los. Ustaliliśmy za to, że przy drugim dziecku wycofam się z życia zawodowego. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że mam w domu dwójkę małych dzieci i nagle muszę się spakować i jechać w trasę koncertową. Wychowanie Allana było dla mnie tak absorbujące, że dopiero po dwóch latach zaczęłam wychodzić do ludzi. A moja wrażliwość na sztukę i chęć zajmowania się sprawami zawodowymi spały wtedy kamiennym snem. Byłam skupiona tylko na małym, na prowadzeniu domu i na tym, co zrobić dla Allana, a nie dla siebie. Nie potrafię sobie nawet teraz wyobrazić, żeby cokolwiek było wtedy ważniejsze niż moja rodzina.

– A muzyka...?
Edyta Górniak: Hm… Mam nadzieję, że nagram jeszcze chociaż jedną płytę. Raczej nie zamierzam bić rekordu Elvisa Presleya. Mam jednak przeczucie, że moja historia jeszcze się nie kończy. Będę chciała świętować ten jubileusz niekoniecznie w sposób spektakularny, ale być może bardziej kameralny. Może na chwilę wrócę do teatru? Bo 20 lat temu tam właśnie wystąpiłam przed swoją pierwszą widownią.

Paweł Płaczek / Party

wtorek, 9 grudnia 2008

::: Edyta Górniak: Szczęście nie jest na chwilę :::


Ciężką chorobę męża Edyta Górniak przeżyła w ciszy i samotności. Kiedy było już bardzo źle, mówiła mu: „Nie po to odbudowałeś moje życie, by teraz zostawić mnie samą!”.

Edyta Górniak myślała wtedy, że los jeszcze raz postanowił z niej zakpić. Skoro przez kilka lat udawało jej się być szczęśliwą, to może znów czas na dramat?

– Przyjechałaś do Portugalii, żeby...
Edyta Górniak: Odpocząć. Odetchnąć. Przemyśleć.

– Tęsknisz za szalonym życiem?
Edyta Górniak:
Tęsknię, ale szaleństwa niosą za sobą niepewność i błędy. Dziś bez wahania wybieram poczucie bezpieczeństwa.

– Ale kiedyś uciekałaś.
Edyta Górniak:
Dzwoniłam z taksówki, zamawiałam bilet i leciałam w nieznane. Zawsze miałam potrzebę wolności. Przelatałam w życiu trzy paszporty, odwiedzając prawie wszystkie kontynenty, ale któregoś dnia poczułam, że muszę mieć jakieś miejsce na świecie tylko dla siebie. I tak kupiłam apartament w Portugalii.

– Opowiedz mi o nim.
Edyta Górniak: Trafiłam tam przypadkiem i to była miłość od pierwszego wejrzenia. Wyobraź sobie... Cisza, trzysta tysięcy drzew, parę stawów, dziesięć minut do morza. Ptaki, które śpiewają najgłośniej na świecie. Na początku był to dla mnie tylko apartament letni. Potem bywałam tam coraz częściej. A czasem znikałam na pół roku. Zdarzało się, że rozwieszałam pranie, dostawałam telefon od wytwórni, że muszę udzielić kilku wywiadów w Niemczech. Po drodze na kolejne lotnisko zmieniał się cały kalendarz i wracałam do Portugalii po kilku miesiącach, a to samo pranie już sztywne stało na suszarce.

– Wszystko urządziłaś sama?
Edyta Górniak:
Wiele gwoździ wbiłam sama, wiele obrazków sama zawiesiłam. Zanim kupiłam wymarzone łóżko, spałam na podłodze, na materacach do jogi, przy świeczkach, bo nie potrafiłam sobie zamontować żarówki. Ale było to fajne, bo czułam się taką zwyczajną dziewczyną. Z jednej strony latałam po świecie, dawałam koncerty, z lotniska odbierała mnie limuzyna, a potem wracałam i musiałam wymyślić, gdzie przetrzymam mleko, żeby mi się nie zepsuło, zanim udało mi się kupić lodówkę.

– Powiedziałaś mi kiedyś, że kupiłaś ten apartament wtedy, gdy myślałaś, że będziesz w życiu sama.
Edyta Górniak:
Naprawdę tak myślałam. Ale życie zadecydowało inaczej. Darek wiedział, jak bardzo przywiązana jestem do Portugalii, i tam mi się oświadczył. Do dziś kocham to miejsce. Każda podróż tam to trochę powrót do przeszłości. Tam wisi biała sukienka z Eurowizji, kostium, w którym śpiewałam z José Carrerasem. Za to suknię ślubną trzymam w domu w Milanówku.

– Więc Twoim domem jest Portugalia czy ten dom w Milanówku?
Edyta Górniak:
Mój synek mówi, że mamy „dwa domki”. Widzisz, kiedyś dom kojarzył mi się z ciszą. A teraz z hałasem (śmiech).

Nie możesz mnie tak zostawić

– Jaki był ten rok dla Ciebie?
Edyta Górniak:
Niezwykły.

– Właśnie. „Dumka na dwa serca” została uzn
ana za piosenkę 50-lecia, Ciebie uznano za osobowość 60-lecia...
Edyta Górniak:
...co moim zdaniem należało się Czesławowi Niemenowi. Ale to ludzie decydowali. Ja czuję, że na nieśmiertelność muszę jeszcze trochę popracować.

– Ale w tym roku też zachorował Darek.
Edyta Górniak:
Początki choroby odczuliśmy już w zeszłym. Krytyczny moment w sylwestra. Ale najtrudniejszy czas rozpoczął się wiosną.

– Taki zdrowy młody człowiek, wydawałoby się. Jak to się zaczęło?
Edyta Górniak:
Najpierw zaczął słabnąć. Później w ciągu dnia coraz częściej musiał się położyć. Potem nie miał siły, by wchodzić na piętro naszego domu, a potem w ogóle z domu wychodzić. W końcu nie podnosił się z łóżka przez wiele dni. A ja, zawodowiec, co sobota uśmiechałam się w programie...

– I byłaś z tym sama. Nikt nie wiedział, co przeżywasz?
Edyta Górniak:
Prasa dowiedziała się o chorobie Darka, kiedy wyszliśmy z okresu krytycznego. Ulżyło mi więc, że przedostało się to do mediów z prawie półrocznym opóźnieniem, bo dzięki temu, że odbyło się to w ciszy, nikt nie rozszarpał tego publicznie.

– Odkąd Darek pojawił się w Twoim życiu, walczył o Ciebie i Twój spokój. Był Twoim aniołem stróżem. A teraz nagle Ty musiałaś walczyć o niego.
Edyta Górniak:
Przestraszyłam się. Szczęście jest bardzo kruche. Ludzie za często używają słowa „problem”. Bo są rzeczy do załatwienia, konflikty do załagodzenia, sprawy do poukładania, praca do skoordynowania. Ale „problem” powinno mówić się tylko wtedy, gdy osoby, które kochamy, tracą zdrowie.

– Pary różnie przechodzą przez chorobę. Czasem choroba umacnia związek, czasem wręcz przeciwnie. Jak było w Waszym przypadku?
Edyta Górniak:
Nie myślałam, co się stanie ze mną, myślałam wyłącznie o Darku. Bałam się też o Allana, ponieważ ja wychowywałam się bez ojca i wiem, że to jest obciążenie do końca życia. Strach o to, czy ja byłabym w stanie wypełnić lukę po Darku, przygniatał mnie.

– Miałaś aż takie myśli?!
Edyta Górniak:
Tak, od kiedy Darek zaczął mnie uczyć, gdzie w domu są agregaty, bezpieczniki, licznik gazu. Tłumaczył, że mamy jedno miejsce w dachówce, które przecieka. Wcześniej nie zawracałam sobie głowy takimi rzeczami. Przecież tymi sprawami zajmował się on. I nagle postanowił mi o tym opowiedzieć. Jakby mnie na coś przygotowywał...

– Na Boga! Jest XXI wiek. Ludzie nie umierają ot tak!
Edyta Górniak:
Kasiu! Darek jest osobą, która nie daje sobie pomóc! Być może nie doszłoby do momentów krytycznych, gdyby pozwolił się zawieźć do lekarza. Nawet wtedy, gdy już zaczął puchnąć, jego układ trawienny przestał pracować, jak wspominałam o szpitalu, resztką sił kłócił się, żebym nie robiła z niego niedołężnego człowieka. Najgorsza rzecz na świecie, kiedy żadne argumenty nie mają wartości, a leży przy tobie człowiek, przelewa ci się przez ręce, przestaje być sobą, przestaje mówić, jeść, zaczyna inaczej wyglądać. Któregoś dnia wpadłam w panikę. Zadzwoniłam, by lekarze z ambulatorium przyjechali do domu zrobić badania. Już kilka godzin po nich dostaliśmy telefon, że Darek musi pójść do szpitala jak najszybciej. A on mi powiedział, że jak go oddam do szpitala, to on tam umrze. Krzyczałam więc, że jest nieodpowiedzialny. Mówiłam: „Czy chcesz mnie samą zostawić na tym świecie? Po to odbudowałeś moje życie, żeby teraz odejść?”.

– Co więc go uratowało?
Edyta Górniak:
Lekarz, którego poznałam dzięki pani Grażynie Szapołowskiej. Będę jej za to dziękować jeszcze wiele razy. Na cztery dni przed tym, jak Darek miał się położyć w szpitalu i poddać inwazyjnym zabiegom, postanowiłam podjąć ostatnią próbę. Pani doktor problem zdiagnozowała celnie i powiedziała, że niestety czeka nas bardzo długie leczenie. Kiedy Darek zacznie brać leki, będzie czuł się jeszcze gorzej i czy jesteśmy na to gotowi. Zawierzyłam jej trochę ze strachu. Już po pierwszej dobie – pierwsza reakcja. Po dwóch tygodniach – następna. To były takie fale. Raz na godzinę dziennie odzyskiwał siły, potem było gorzej. Żyliśmy w rytmie od leków do leków i wszystko zaczęło się odwracać. Choć na taką odczuwalną poprawę czekaliśmy trzy miesiące. Ale przyszła.

– A jak zobaczyłaś, że Darek zaczyna zdrowieć...

Edyta Górniak: Mówiłam tylko: „Boże, dziękuję Ci. Dziękuję”. Wiesz, przez całą tę jego chorobę wiedziałam, że muszę być silna. Kiedy Darek zasypiał, płakałam i myślałam: Boże to się nie może tak skończyć. Dopiero zaczęłam wierzyć w szczęście i w miłość. Pięć lat. To tak mało. Za mało! Zdarzyło mi się głęboko zapłakać na antenie. Pamiętasz, jak Piotr Polk zaśpiewał „What a Wonderful World”?

– Pamiętam, ale myślałam, że płaczesz, bo Ty swojej mamie tak nie możesz zaśpiewać.
Edyta Górniak:
Wszystko się nałożyło. To faktycznie był Dzień Matki, Piotr zadedykował tę piosenkę mamie. Ale mnie złamało to, o czym śpiewał. „What a Wonderful World”. Co za piękny świat! I ja pomyślałam, że mogę to stracić. Po prostu pękłam.

Moja mama to Edyta Górniak

– Dla synka jesteś...

Edyta Górniak: ...wyłącznie mamą. Staram się być dobrym duchem, przewodnikiem. Kiedyś wydawało mi się, że gdy już los podaruje nam dziec-ko, to po to, by je chronić, a wiele razy odczułam, że Allan przyszedł na świat, by chronić mnie. Jestem przekonana, że już się znaliśmy. Mamy tak silne więzi, że nie mogliśmy ich zbudować tylko w tym życiu.

– Jaki jest Twój syn?
Edyta Górniak:
Dziwne... ale on nie jest dziecinny. Mam wrażenie, że nie uczy się wielu rzeczy, a jedynie je sobie przypomina. Z jednej strony jest niezwykle pogodny, z drugiej bardzo uduchowiony. Widzi różne rzeczy, o których mi opowiada. Odczuwa te energie, które są dla niektórych nierealne, metafizyczne.

– A jak Tobie jest źle, czuje to?
Edyta Górniak:
Niestety. Mówię „niestety”, bo to jest dla mnie o tyle trudne, że nie mam na to wpływu. Jeśli coś przeżywam, nie mogę spać albo jestem przygnębiona, on jest w trójnasób taki. Jakby próbował ze mnie ściągnąć to i przejąć na siebie.

– On wie, że jesteś gwiazdą?
Edyta Górniak:
Wie, że mama śpiewa piosenki dla ludzi. Ale dla niego to są dwie osoby. Ta w telewizorze to „Edyta Górniak”, ta obok to „ma-ma”. Powiedziałam mu kiedyś: „Allanku, nie lubię, kiedy mówisz do mnie Edyta Górniak”. Więc czasami, gdy zdarzają się nam sprzeczki, biega wokół stołu i jakby na złość krzyczy: „A ty jesteś Edyta Górniak! Edyta Górniak!”.

– A zna Twoje piosenki?
Edyta Górniak:
Rozpoznaje mój głos, choć nigdy nie włączałam mu swoich nagrań. To teściowa mówiła: „Patrz, Allanku, mama śpiewa”. Kiedy tęsknił, gdy jechałam na koncerty czy nagrywałam płytę, puszczała mu moje piosenki, a on uspokajał się. Lubi kilka z nich. Jest taka piosenka „Loving You”. Przekręcając słowa, prosi, by mu puścić piosenkę o „lawinie”. I lubi „List”. Mówi, że to piosenka o aniołach.

Powiedziała mi: „Słuchaj tylko swego serca”


– Co dalej z Twoim śpiewaniem?
Edyta Górniak:
Zawsze, kiedy zadawano mi to pytanie, coś wiedziałam. Albo czułam, że jestem na początku, albo na rozdrożu. I teraz, pierwszy raz w życiu, nie wiem, gdzie jestem. Po prostu nie wiem.

– Co więc sprawiłoby Ci największą radość?
Edyta Górniak:
Gdyby Justin Timberlake poprosił, bym śpiewała u niego w chórkach... (śmiech) Serio? Nie wiem. Odkąd zostałam żoną i matką, przestałam wybiegać w przyszłość. Oczywiście mam kalendarz zapełniony na pół roku do przodu, ale najczęściej moje marzenia dotyczą rodziny. Chciałabym kiedyś mieszkać nad jeziorem, żeby Darek miał gdzie żeglować, mógł wstawać o świcie i jeździć konno. Chciałabym patrzeć, jak Allan dojrzewa i zadaje mi coraz trudniejsze pytania. Na razie pyta mnie, czy wszyscy ludzie mają ości. Albo jak się rysuje prąd.

– Dlaczego Twoje marzenia nie dotyczą już muzyki?
Edyta Górniak:
Bo ja już tyle osiągnęłam w sferze zawodowej, że czego można chcieć więcej? Zyskałam szacunek ludzi, zaufanie i miłość. Udało mi się zaśpiewać kilka piosenek, które odmieniły czyjeś życie. Nie dałam się zniszczyć show-biznesowi. I nie mam potrzeby dowodzenia po raz setny swojej wartości. Jeśli coś się nie wydarzyło, widocznie nie było mi dane.

– Są piosenki, które żałujesz, że nie są tylko Twoje?
Edyta Górniak:
„No More Drama”, „Ready for Love”. Czasem śpiewam je na koncertach. Kilka razy zdarzyło mi się, że odebrano mi piosenkę, którą pokochałam. A uwierz, Kasiu, że to rozłąka porównywalna z każdą inną. Pierwszy raz było to przy „One and One”, która była moim drugim singlem międzynarodowym. Nagrał ją w tym samym czasie Robert Miles. Drugi raz z piosenką „Perfect Moment”. I najbardziej boleśnie trzeci raz, gdy nagrałam piosenkę, a ona mi została odebrana i przekazana Celine Dion.

– Która?
Edyta Górniak:
„I Surrender”. Piosenkę nagrałam w San Francisco. Przyszła do mnie pod koniec realizacji drugiej światowej płyty. Warunkiem jej otrzymania było, że wyprodukują ją producenci wskazani przez kompozytorów. Nagrałam, ale produkcja była fatalna. Długo negocjowaliśmy, by uległa zmianie. Było kilkanaście gorących dni i w efekcie odebrano mi tę piosenkę, bo nie byłam w stanie pójść na kompromis. Minął rok. Pojechałam do słynnej Korei. Ty wiesz, już nigdy nie pojadę do tego kraju! Korea była dla mnie potrójnie nieszczęśliwa. To wtedy powstała historia, że miałam romans z prezydentem. Po drugie, tak zaśpiewałam hymn, że przegraliśmy mecz, po trzecie, będąc na masażu, usłyszałam piosenkę „I Surrender” w wykonaniu Celine Dion. I dostałam zawału. Nie myślałam, że wrócę do tej piosenki, ale ona wróciła do mnie. Wybierałam się z nią do Jacka Cygana, zapisałam kilka myśli na kartce, żeby mu przekazać, o czym chciałabym, by był ten tekst. I tyle ich napisałam, że się złożyły w całość.

– I tak powstał „List”.
Edyta Górniak:
Tak, i wyobraź sobie, że po roku od tamtego czasu menegment Celine Dion zaprosił mnie do zaśpiewania przed jej koncertem w Polsce. Rozmowy wybiegły potem nawet trochę dalej, do możliwości duetu. Poproszono mnie o materiały i nieopatrznie, nie przemyśleliśmy tego z Darkiem, wysłaliśmy taśmę wideo z nagraniem ze studia, gdy śpiewam „I Surrender”. I... nie doszło do naszej współpracy. W noc przed konferencją prasową w Krakowie, gdzie miało być ogłoszone oficjalnie, że zaśpiewam, dostaliśmy warunek, że nie mogę zaśpiewać z zespołem, choć on liczy zaledwie cztery osoby. Musiałam podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji w mojej pracy zawodowej. Rozważałam wszystkie za i przeciw. Ale mimo wszystko odmówiłam. Wiem, że bez muzyków nie mam inspiracji i mój występ byłby martwy. Pewnych rzeczy nie robi się ani dla pieniędzy, ani dla prestiżu.

– Zawsze podejmujesz niepopularne decyzje?
Edyta Górniak:
Tak, choć bałam się, że ludzie pomyślą, że nie mam wystarczających umiejętności, by się zmierzyć na jednej scenie z taką artystką. Nie spodziewałam się jednak, że zyskam aż taki szacunek, że miałam odwagę odmówić wielkiej Celine Dion. Ale coś ci jeszcze opowiem. Życie często zatacza koło. Mój producent z Londynu, Chris Neil, był pierwszym producentem światowym, który zdecydował się nagrać anglojęzyczną płytę Celine. Kiedy ja nagrywałam płytę w Londynie kilka lat temu, Celine miała koncert, więc Chris zabrał mnie na niego, a potem za kulisy. Czekaliśmy dość długo, potem Celine podeszła do Chrisa i do mnie i on przedstawił mnie jako młodą artystkę z Polski. Pamiętam, że trzymała mnie wtedy za rękę i powiedziała: „Będziesz słyszała w życiu wiele rad i wielu będziesz miała doradców, ale pamiętaj, że na końcu musisz słuchać tylko swojego serca”. I poniekąd, kiedy siedziałam wtedy na łóżku, podejmując decyzję, czy zaśpiewać przed Celine, czy nie, przypomniałam sobie to spotkanie.

– A gdybyś miała szansę jeszcze raz stanąć na scenach międzynarodowych?
Edyta Górniak:
Dziś mam wiedzę większą niż wtedy i gdyby nie zabrakło mi zdrowia, myślę, że potrafiłabym stanąć na wysokości zadania. Ale... całe życie śpiewałam głównie dla poczucia miłości i mam tyle miłości teraz, że nie jestem zachłanna, by mieć jej jeszcze więcej. To, co mam, wypełnia mnie po brzegi.

Co z ciebie kotku za Cyganka...

– Byłaś kiedyś u wróżki?
Edyta Górniak: Ze trzy razy w życiu.

– I co Ci powiedziała?
Edyta Górniak:
Różne rzeczy. Kiedyś pomogłam starszej Cygance zadzwonić z budki telefonicznej, trzymając jej pieniążki i wrzucając do automatu. A ona potem, gdy już skończyła, wzięła moją rękę i powiedziała: „O, nie masz tatusia, dziecko. Wiem, teraz czujesz się niekochana, ale kiedyś będą cię kochały miliony”. To było przy małej poczcie w Opolu. Zapamiętałam to ze strachem. Skąd ona wiedziała, że nie mam taty, że czuję się niekochana? Nie analizowałam tej drugiej części, bo była dla mnie abstrakcyjna. A te moje inne wizyty u wróżki zawsze zaczynały się od słów: „O Boże, ile pani przeżyła. Na kilka żyć można podzielić...”.

– Jesteś Cyganką, też powinnaś wróżyć.
Edyta Górniak:
Kiedy wspominam o moich cygańskich korzeniach, Darek śmieje się: „Co z ciebie kotku za Cyganka, jak ty wróżyć nie umiesz?”.

Ale daj rękę, powróżę ci, ile będziesz miała dzieci.

– A Ty? Chciałabyś mieć jeszcze jedno?
Edyta Górniak:
Dobrze byłoby, żeby Allanek miał rodzeństwo.

– Obiecałaś sopockiej publiczności, że nad tym „popracujecie”.
Edyta Górniak:
Prasa już tyle razy pisała, że znów jestem w ciąży, że mam czasem ochotę z tego żartować. A to poduszkę założyć na program, a to powiedzieć, że „pracuję”... Allan czasem mi opowiada: „Wiesz, mamo, jak kiedyś mieszkałem u ciebie w brzuchu, to tam nie było zabawek. I wiesz, chciałem stamtąd wyjść, no ale tam nie było »dźwi«. I potem pan doktor »wyjmął« mnie. A ja powiedziałem jemu dziękuję”. Mówię ci, Kasiu, rodzina to najpiękniejszy sens życia.

Rozmawiała Katarzyna Przybyszewska /Magazyn Viva/

sobota, 15 listopada 2008

::: Edyta w jutrzejszym DDTVN :::



Edyta Górniak i Katarzyna Figura o zdradzie


„To nie tak jak myślisz, kotku” – to najczęstsza wymówka tych, którzy zdradzają. Tylko w jutrzejszym Dzień Dobry TVN - dwie piękne kobiety – Edyta Górniak i Katarzyna Figura – opowiedzą o tym, jak dochować wierności w showbiznesie.


Niedziela - 16.11.2008

TVN

od 8:30 do 11:00

środa, 26 marca 2008

::: Miłość - mój najlepszy kosmetyk :::


Piękna kobieta o niezwykłym głosie. Nominowana do tytułu najpiękniejszej Polki w plebiscycie "Viva najpiękniejsi" 2007. Niedawno wydała szóstą solową płytę „E.K.G.”, która już w trzecim tygodniu sprzedaży uzyskała status platyny.
Pomimo natłoku obowiązków, wielu podróży, koncertów, wywiadów, sesji zdjęciowych oraz dziesiątek godzin spędzonych w salach prób, potrafi połączyć wychowanie syna z życiem w showbiznesie i zawsze wygląda olśniewająco.
O tym w jaki sposób dba o siebie, jak postrzega kobiecość i co w wizerunku jest dla niej najważniejsze, Edyta Górniak opowiada w wywiadzie udzielonym specjalnie dla czytelników portalu i kwartalnika "Fryzjerstwo.pl"


MB: Jest Pani od lat kanonem piękna na polskiej estradzie. Czym według Pani jest kobiecość?
EG: Bardzo dziękuję za komplement. Każdy człowiek ma inną estetykę i postrzega piękno w odmienny sposób. Dla jednych piękne są kobiety rubensowskie, dla innych smukłe gazele. Osobiście kobiecość rozpoznaję w delikatności, łagodności, w spojrzeniu pełnym ciepła. W subtelnym seksapealu, zapachu, w tym jak kobieta się porusza, co mówi i jak się śmieje.


MB: Czy według Pani Polki to zadbane kobiety?
EG: Na wszystkich ulicach świata widuje się kobiety bardziej i mniej zadbane. Myślę, że kobiety w naszym kraju, bardziej niż gdzie indziej, angażują się w problemy domowo-rodzinne, co w połączeniu z pracą zawodową, sprawia, że pozostaje im niewiele czasu na troskę o siebie i swój wygląd. Mimo to jednak, w ostatnich latach bardzo wzrosło zainteresowanie modą i estetyką.
Poza tym elegancja i dobry wygląd stały się potrzebą czasów, w których żyjemy.

MB: Czy miewała Pani w życiu takie okresy czasu, w których wygląd zewnętrzny był mało istotny i nie przywiązywała Pani większej uwagi do swojego wizerunku?
EG: Naturalnie, choćby pierwszy okres macierzyństwa. W ogóle dbanie o siebie zaliczam bardziej do obowiązków zawodowych, niż do przyjemności. Odkąd jestem żoną i mamą i mam poczucie pełnej akceptacji obu moich mężczyzn, czasem zwyczajnie szkoda mi czasu na nadmierne dbanie o urodę, poza kosmetyczną higieną naturalnie.
Jeśli chodzi o wizerunek natomiast, musze zawsze pamiętać, że moda to zmienna i wymagająca dama.

MB: Po urodzeniu dziecka ma Pani rewelacyjną figurę i promienieje Pani blaskiem. W jaki sposób udało się Pani w tak krótkim czasie powrócić do formy?
EG: Kiedy urodził się Allan życie rodzinne zdominowało wszystkie tematy i przez prawie 2 lata nie myślałam o sobie. Nie potrzebowałam ścigać się z czasem, nie chciałam poddawać się głodówkom. Dopiero propozycja Playboya, która napłynęła do mnie po raz 8, dała mi motywację do zmiany trybu życia.

MB: Jaki jest teraz Pani styl życia? Czy szczupła sylwetka jest efektem regularnego uprawiania sportu i dbałości o dietę, czy wynika raczej z intensywnego trybu życia?
EG: Szczupła sylwetka powróciła nie bez wysiłku. Zaczęłam od tego, by nie najadać się na noc. Potem zmniejszyłam ilość pieczywa i makaronów, co było najtrudniejsze, bo lubię je bardziej niż słodycze.
Skorzystałam z serii zabiegów kosmetycznych i piłam dużo wody.
Nie chciałam chudnąć zbyt gwałtownie, by nie mieć potem problemów z elastycznością skóry. Znam osoby, które praktykując drastyczne diety razem z wagą traciły włosy, a nawet nabawiły się anemii.
Trzeba chudnąć z rozwagą.

MB: W jaki sposób Pani najefektywniej odpoczywa i ładuje akumulatory na następny dzień?
EG: W ciszy. Blisko przyrody. Biesiadując z rodziną lub przyjaciółmi przy zastawionym stole i dobrym winie. W salonach SPA. Przy dobrym filmie.

MB: Kobiety wciąż bywają niezadowolone ze swojego wyglądu. Czy pomimo tego, że jest uważana Pani za jedną z najpiękniejszych gwiazd polskiej estrady w Polsce, posiada Pani jakieś kompleksy związane ze swoim wyglądem?
EG: Oczywiście. Są rzeczy, których w sobie nie polubię nigdy. I proszę mi wierzyć, są dni, kiedy nie mogę patrzeć w lustro.
Bywają tygodnie, kiedy śpię po 3 godziny, kiedy jestem wykończona podróżami, ilością zobowiązań zawodowych, presją życia w show biznesie i godzeniem wysiłku fizycznego i psychicznego z wychowywaniem syna. Wszyscy czasem bywamy zaniedbani i zwyczajnie brzydcy. Jest to ludzkie. Mamy na szczęście salony SPA, w których dodatkowo czasem udaje mi się odsypiać (śmiech).

MB: Czy ma Pani zaufanego fryzjera, którego efekty pracy w pełni Panią satysfakcjonują - takiego, do którego przychodzi Pani z pełnym zaufaniem?
EG: Mam kilku, których darzę zaufaniem. W każdej dziedzinie - także we fryzjerstwie są różni specjaliści. Odkryłam niezwykle utalentowane osoby, które na przemian dbają o kondycję moich włosów, o rodzaj uczesania, w zależności od okoliczności wystąpień publicznych. Mam jedną osobę, która specjalizuje się w naturalnych uczesaniach, inną, której specjalnością są fryzury stylizowane, jeszcze inną, która ma idealną rękę do cięcia moich włosów. To dzięki tym kilku osobom, ich trosce i ich wiedzy moje włosy po okresie ciąży odzyskały właściwą kondycję.

MB: Mówi się, że to co najpiękniejsze tkwi wewnątrz nas. Jak ważna jest więc według Pani dbałość o swój wygląd zewnętrzny?
EG: Jeśli oczy kobiety są szczęśliwe, żaden ubiór jej nie oszpeci. I
odwrotnie, jeśli ma smutek w sercu, żaden makijaż tego nie ukryje.
Ważniejsze zatem dla ludzi powinno być dbanie o harmonię ducha i wewnętrzną radość życia.
Na co dzień nie przywiązuję zbyt wielkiej wagi do ubioru. Najlepiej czuję się w tkaninach bawełnianych, których kamera telewizyjna
raczej nie lubi, tak więc siłą rzeczy moja szafa zawsze będzie szeroko zróżnicowana.

MB: Czy zdarza się Pani czasem popełnić jakiś grzech przeciwko swojej urodzie – na przykład zasnąć z makijażem lub zjeść kolację tuż przed snem?
EG: Niestety tak... Czasem życie zawodowe narzuca mi takie tempo, że każda godzina snu jest na wagę złota. Bywam po prostu tak zmęczona, że nic mi nie przeszkadza, wtedy zdarza mi się zasnąć w makijażu i spinkach we włosach.
Jeśli któraś z Babć ugotuje coś pysznego, okazyjnie pozwalam sobie zjeść nawet późną nocą. Wolę być uśmiechnięta niż głodna.

MB: Czy dbanie o siebie wpływa w dużym stopniu na Pani samopoczucie?
EG: Każda kobieta lubi mieć poczucie, że jest zadbana. Ale moim zdaniem ze wszystkich kosmetyków na świecie najlepszym dla urody i zdrowia jest sen i odwzajemniona miłość. I o to właśnie powinniśmy dbać najbardziej.

Rozmawiała: Magdalena Błaszczak